„Od wójta gminy Cisna po prezydenta Warszawy – wszyscy jesteśmy samorządowcami. To my jesteśmy najbliżej ludzi i ich spraw. Rozumiemy lokalne problemy – i choć skala jest oczywiście różna zależnie od miejsca, to wiele z nich jest bardzo podobnych.
Dziękuję przyjaciołom ze Związku Gmin Wiejskich RP za lata dobrej współpracy i wymiany doświadczeń. Za dzisiejsze spotkanie. I za Wasze wsparcie” - tak Rafał Trzaskowski na platformie X opisuje jedno z kampanijnych spotkań.
Kandydat KO na prezydenta, walcząc o głosy, bardzo często podkreśla, że jest prezydentem Warszawy, samorządowcem i dlatego jako prezydent będzie samorządom sprzyjał. A wielu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast ma obecnie bardzo wyraźne oczekiwania. Chodzi o kadencyjność ich stanowisk.
Tylko dwie kadencje i koniec
W 2018 roku PiS wprowadził przepisy ograniczające sprawowanie władzy z gminach. Wójt, burmistrz, prezydent może rządzić tylko dwie kadencje pod rząd i koniec – potem musi zrobić sobie przerwę. Politykom z Warszawy chodziło o wymuszenie odświeżenia w miastach, nowych ludzi, zerwanie z narosłymi układami i zależnościami.
Od początku wielu samorządowców z tym prawem się nie zgadzało. Mówili, że to naruszenie praw obywatelskich. Od dawna trwa dyskusja nad wykasowaniem zakazu, ale niewiele się w tej sprawie wydarzyło.
Koniec ograniczeń. Są konkrety.
– Gdy Rafał Trzaskowski zostanie prezydentem, to jest nadzieja, że będzie zniesiona dwukadencyjność w samorządach – powiedział w RMF FM Jacek Karnowski, senator oraz wiceminister funduszy i polityki regionalnej, były wieloletni prezydent Sopotu, który od zawsze krytykuje rozwiązanie PiS.
To jednak wymaga większości parlamentarnej. Niektórzy mówią także o trzykadencyjności – zaznaczył polityk KO, bo faktycznie opinie w koalicji rządzącej są różne.
– A jesteście pewni, że ta większość się znajdzie? Jaki Lewica czy Polska 2050, a nawet Konfederacja i PiS miałyby mieć interes w zabetonowaniu waszych prezydentów miast praktycznie dożywotnio? – pyta na X Anna Maria Żukowska, przewodnicząca klubu parlamentarnego Lewica.
PSL już pracuje nad zniesieniem kadencyjności
Tymczasem ludowcy już od dawna pracują nad zmianą przepisów.
– PSL zgłosi propozycję zniesienia kadencyjności samorządowców albo będzie ją popierać – deklaruje w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” Henryk Kiepura, wiceminister edukacji. – Jesteśmy przeciwni kadencyjności, sami pracujemy nad odpowiednimi rozwiązaniami. Przy naszym klubie parlamentarnym PSL działa nawet specjalny zespół pod kierownictwem posła Michała Pyrzyka zajmujący się tym zagadnieniem – podkreśla.
I dodaje: – Są dwa sposoby na to, aby mieszkańcy decydowali o wyborze prezydenta czy burmistrza. Pierwszy to wybory, a drugi to referendum, podczas którego można odwołać prezydenta miasta tak, jak to miało miejsce w Częstochowie. Opowiadamy się za tym, żeby znieść kadencyjność i wprowadzić również kilka innych przepisów. To propozycja całej partii i będzie ona w przyszłości przez nas zgłaszana albo będziemy ją popierać.
Napisz komentarz
Komentarze